sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 27

 Perspektywa Harry’ego
Obudził  mnie dźwięk dzwonka dochodzącego z mojej komórki. Jęknąłem głośno i chwyciłem telefon znajdujący się na stoliku stojącym obok łóżka. Zerknąłem przelotnie na wyświetlacz dostrzegając na nim zdjęcie Louisa
- Czego chcesz? – wychrypiałem
-Też cię miło słyszeć kochanie- odparł pogodnym głosem
- Kurwa.. Louis, wiesz która jest godzina? – zapytałem z wyrzutem w głosie
-Tak, wiem.. ale myślałem, że chciałbyś ze mną porozmawiać.. – rzekł poważnie
-Spierdalaj..- mruknąłem i się rozłączyłem. Włączyłem opcję pisania wiadomości
Do: Lou
Jeśli chcesz czegoś to mi napisz,
 a ja odpowiem o normalnejgodzinie,
czyli jak będę wstawał do szkoły…
Wysłałem wiadomość i wyłączyłem dźwięki tak by mnie już nic nie obudziło i rzuciłem się na poduszki , by powrócić do snu


 Poczułem szturchanie, więc otworzyłem powieki i zauważyłem stojącą na de mną mamę
- Harry ja muszę iść już do pracy, bo wzięłam zastępstwo za koleżankę, więc dziś nie dam rady spotkać się z wami, ale  możemy przełożyć to na jutro, dobrze skarbie? – zapytała miłym tonem
- Dobrze.. nic się nie stało…. Powiem mu, żeby przyszedł jutro – oznajmiłem rozciągając się.
- Śniadanie masz już na stole w kuchni, więc pospiesz się, bo ci wystygnie- rzekła i pożegnała się ze mną, a następnie wyszła.
Przypomniałem sobie sytuację z jakiś dwóch godzin temu i poczułem się źle, że tak potraktowałem Louisa, no ale kto o zdrowych zmysłach dzwoni o  takiej godzinie? Wziąłem do ręki komórkę i zobaczyłem jedną wiadomość
Od: Lou
Nie podoba mi się twoje zachowanie…
Może i ja jestem chamski, ale tak do
ciebie bym nigdy nie powiedział…..
Chciałem ci coś powiedzieć, ale w takich
okolicznościach to chyba to nie wyjdzie…. ;/
Momentalnie poczułem smutek poczucie winy  ogarniający moje ciało. Wybrałem numer do mojego chłopaka i przyłożyłem komórkę do ucha. Jeden sygnał… drugi… trzeci…. Jęknąłem, bo nie odbierał, więc postanowiłem napisał mu sms-a
Do: Lou
Oddzwoń do mnie, proszę!!
Chciałem cię przeprosić..
naprawdę…  kocham cię…
Odłożyłem komórkę i wszedłem do łazienki, by zrobić poranne czynności , a następnie ubrałem się   w brązowe rurki i sweterek o podobnym kolorze. Zerknąłem na komórkę ale nadal nie było żadnego odzewu od Lou.  Wcisnąłem komórkę do jednej z kieszeni i zbiegłem na dół. Usiadłem do stołu gdzie czekało na mnie śniadanie. Jedząc je usłyszałem dzwoniący telefon. Wyciągałem go z pośpiechem i odebrałem
- Słucham? – odezwałem się pierwszy
- Jesteś w domu? – usłyszałem głos pozbawiony emocji należący do Louisa
- Tak , a czemu pytasz? – zapytałem zdziwiony
- Jesteś sam czy jest ktoś jeszcze? – rzekł
- Um… Tak jestem sam, moja mama jest w pracy… – oznajmiłem nie rozumiejąc  o co mu chodzi
- Dobra… wyślij mi adres, zaraz u ciebie będę – odparł i się rozłączył
Wysłałem mu to o co prosił, a raczej kazał, bo na prośbę to, to nie wyglądało… dokończyłem śniadanie zastanawiając się o co może chodzić. Odniosłem talerz do umywalki i wyciągnąłem  mój ulubiony ubek  w kształcie kota i nalałem do niego marchewkowego soku.  Usłyszałem dzwonek do drzwi, więc ruszyłem popijając sok w stronę drzwi. Otworzyłem je ii zauważyłem Louisa stojącego z twarzą beż emocji. Przybliżyłem się  i musnąłem jego usta. Odsuwając się dostrzegłem przebłysk radości w jego oczach, przez co na moją twarz szeroki uśmiech.
- Co to jest? – zapytał wskazując na  rzecz trzymaną w mojej ręce
- Kubek.. – odparłem szczerzą się jeszcze bardziej
- Tak… mogłem się tego spodziewać… um… wpuścisz mnie? – usłyszałem nieśmiały głos
-Tak.. jasne.. – odparłem zapraszając go gestem dłoni do środka
Będąc w salonie przemówiłem
- Słuchaj Lou… ja naprawdę cię przepraszam za tamto…. Ale wiesz o której ty do mnie zadzwoniłeś?  Przepraszam cię, ale zazwyczaj jak ktoś mnie za wcześnie  budzi , to włącza się tak jakby we mnie agresja… nie chciałem….
- Dobra.. masz racje… nie powinienem o tej dzwonić…. Ale..mam coś dla ciebie… – oznajmił i wyciągnął z torby moje Conversy
-Aww….. całkiem o nich zapomniałem —pisnąłem i wziąłem je od niego obejmując je. Może i zachowywałem się w tym momencie jak dziewczyna, ale kochałem je z całego serca i nic na to nie poradzę.
- Poczekasz chwile? – zapytałem, na co Louis kiwnąłem głową, a ja pobiegłem do szafki, w której trzymałem wszystkie swoje buty. Wróciłem po chwili do chłopaka mówiąc
-Chyba powinniśmy już wyjść, bo i tak jesteśmy spóźnieni do szkoły..
-Wiem… ale pomyślałem, że moglibyśmy dziś nie iść do szkoły… porobilibyśmy coś razem…
-Hm…. To może i nie jest taki zły pomysł.. ale moja mama nie może się o tym dowiedzieć, bo przypominam ci, że chce cię poznać , bo uważa, że sprowadzisz mnie na złą drogę, a to co chcesz zrobić myślę, że zalicza się do tego… – oznajmiłem
-O.. właśnie… to dziś mam przyjść na to spotkanie z twoją mamą?  – zapytał
-Dziś nie może, bo cały dzień nie będzie jej  w domu, ale powiedziała żebyś przyszedł jutro… – odpowiedziałem
- – No dobra.. – odparł siadając na kanapie, a ja poszedłem po komórkę z kuchni i napisałem do mamy, że nie idę do szkoły, bo się źle czuję. Wróciłem do Lou ii usiadłem wtulając się w mojego chłopaka.
-Więc… co będziemy robić? – zapytałem z uśmiechem pocierając nosem o szyję Tommo.
-Hmmm….. no nwm… może to? – zapytał i pochylił się by złączyć nasze usta  w namiętnym pocałunku. Zsunąłem się  z kanapy i usiadłem okrakiem na kolanach Lou wplotłem palce we włosy chłopaka, a on ułożył swoje na mojej twarzy. Zacząłem zjeżdżając z pocałunkami na jego szyję zasysając skórę ii  robiąc malinkę, tak by każdy wiedział, że Louis William Tomlinson jest już zajęty. Nagle Louis się podniósł i wyszeptał mi do ucha
- Gdzie masz pokój mały?
- Schodami na górę i ostanie drzwi po prawej  – odpowiedziałem mocno zaciskając nogi na biodrach chłopaka. Nie odrywając się od siebie Louis ruszył w kierunku, który mu podałem po drodze pozbyłem go koszulki, a on mnie sweterku, które wylądowały na schodach wszedł do mojej sypialni i zamknął drzwi kopnięciem nogi. Od razu ruszył w kierunku łóżka delikatnie mnie na nim kładąc, a następnie  wspiął się na nie układając ręce po obu stronach mojej twarzy i pochylił się, oblizał moje wargi a potem wsunął pomiędzy nie swój język i usiadł na moim kroczu dociskając je swoimi pośladkami. Przez co jęknąłem  mu prosto w usta.. oddalił swoją twarz od mojej i przeniósł swój wzrok na mojego penisa, który coraz bardziej do życia.. powili rozpiął moje spodnie i zsunął je ze mnie, a po chwili zrobił to samo z moimi bokserkami. Wrócił do moich ust, siadając na moich biodrach, przez co mój unoszący się członek ocierał się o jego spodnie.  Przekręciłem się tak, że teraz to on leżał na dole i  ściągnąłem ze niego resztę ubrań. Jego przyjaciel był  w podobnym stanie co mój. Utworzyłem sobie po jego ciele drużkę pocałunków schodzącą coraz niżej. Będąc przy jego członku owinąłem rękę wokół niego i zacząłem nią poruszać w coraz większym tempie wywołując u Louisa głośne jęki. P chwili jego ciecz rozpłynęła się po mojej ręce, co zlizałem  z zachwytem. Louis złączył nasze usta przekręcając mnie znów na plecy. Zbliżył się z twarzą do mojego członka i zaczął ssać jego końcówkę powodując u mnie wypchnięcie bioder do  przodu. Majstrował swoimi ustami wokół mojego kolegi wywołując u mnie  to, że nie mogłem złapać oddechu. gdy zaczął wkładać go całego do ust nie wytrzymywałem i po chwili sperma wypłynęła wprost do jego buzi. Zbliżył się do mnie i wpił się w moje usta, powodując , że ciecz rozpływała się po naszych gardłach. Odsunąłem się od niego połykając resztę, a następnie lekko musnąłem jego wargi. Louis rozejrzał się po pokoju i zauważył swój telefon leżący  w rogu łóżka, chwycił go i położył się obok mnie. Dostrzegłem, że ustawia alarm, tak by wrócił do domu i nikt nie spostrzegł, że nie było go w domu. Odłożył komórkę i ułożył się na mnie wtulając się . jestem pewny, że Louis chciał czegoś więcej, ale chyba nie jestem na to jeszcze gotowy, więc nawet tego nie proponuje, za co jestem mu wdzięczny.
-Idziemy spać?- zapytałem szeptem do jego ucha
- Ykhhhhyyym… – wymamrotał i zamknął oczy układając policzek na mojej klatce piersiowej


 - Harry… kochanie.. obudź się – usłyszałem głos Lou
-Tak? – zapytałem przecierając oczy
-Bo ja muszę już iść- oznajmił ze smutnym tonem
-Occh…. Może chcesz coś jeść albo pic// -zapytałem podnosząc się z  łóżka i zakładając swoje bokserki i spodnie, co także robił mój chłopak
-Hm… możesz mi dać trochę picia..- odparł podchodząc do mnie. Złapałem go za rękę łącząc nasze palce i ruszyliśmy na dół, zabierając po drodze nasze koszulki lezące na schodach i zakładając je na siebie. Nalałem mu soku i podałem , za co podziękował. Zerknął na godzinę i dopił szybko, po czym oznajmił
- Naprawdę muszę już iść
Skierowaliśmy się do drzwi i przytuliłem go czule całując
- Dziękuję za dzisiaj… i do zobaczenia
-Ja też dziękuję i do jutra… – odparł, po czym jeszcze raz musnął moje usta i wyszedł.

3 komentarze:

  1. LARRY IS REAL

    OdpowiedzUsuń
  2. Awww <3 Kocham to jak piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. JEEEEEEJ czytam rozdział po rozdziale i nie mogę się oderwać !!! Świetne opowiadanie : ))))))))))

    OdpowiedzUsuń