sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 7

Perspektywa Louis’ a
Po zjedzeniu śniadania, które mogę śmiało powiedzieć, że było dobre, wróciłem z Harry’ m do pokoju.  Mieli byś w mieście do obiadu, a potem wrócić, co oznaczało, że mam tu siedzieć 5 godzin. Wolałem już siedzieć tutaj z tym chłopakiem.. Może i nic o nim nie wiem, no oprócz tego jak ma na imię, ale przede mną  jeszcze prawie cała wycieczka, więc mam nadzieję, że to się zmieni. Po tym, jak pomógł mi układać te ubrania, a potem się wygłupiał, albo po tym gdy panikował z włosami  muszę przyznać, że zmieniłem o nim zdanie. Wydaje się być nawet fajny.. A ten jego śmiech.. i te oczy …Eeee… Dobra, chyba mi powoli odwala.. Otworzyłem drzwi do pokoju i weszliśmy do środka. Ja rzuciłem się na łóżko jęcząc, że będę musiał tyle siedzieć, a Harry w między czasie wyciągnął bluzę.
-Nie chcę tu siedzieć..- jęknąłem przeciągając wyrazy, na co chłopak znów się zaśmiał.
-Możesz posprzątać te ubrania- powiedział wskazując na porozrzucaną kupkę na podłodze, wyprostowałem się od razu mówiąc
- O nieee… Poczekam aż wrócisz, by mi pomóc- i pokazałem mu swoje białe ząbki
-Dobra… Ale wtedy ty pomagasz mi się rozpakować- odparł
- Jak chcesz- znów jęknąłem kładąc sie na łóżku
-To ja idę.. pa-   powiedział niepewnie przy okazji pokazując mi swoje dołeczki
- Cześć- krzyknąłem zanim usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi. Zdecydowanie wolę go,  gdy się odzywa i uśmiecha, niż gdy nic nie mówi i wzrusza tylko ramionami. I co ja mam robić tak w ogóle przez tyle godzin? Wstałem z łóżka, by  przejść się po pokoju w celu obejrzeniu go dokładnie, gdyż wcześniej jakoś nie miałem takiej okazji.  W pewnym momencie zauważyłem pokrowiec na gitarę obok szafy stojącej bliżej jego łóżka. Oznacza  to, że gra, a może i śpiewa… Mam nadzieję, że kiedyś pokaże mi jak to robi. Minęło jakieś pół godziny, a ja nie miałem już co robić, a wolałem nie wychodzić z pokoju, bo nie chcę tu spędzić sam kolejnych dni wycieczki. Położyłem się na łóżku i znów zacząłem myśleć o moich przyjaciołach. W końcu pogrążony tyloma myślami usnąłem. Poczułem jakieś szturchnięcie, więc bez otwierania oczu zacząłem coś mamrotać
- Wstawaj na obiad- usłyszałem po chwili. Otworzyłem  powieki
- Już wróciliście?- zapytałem zaskoczony
-Wróciliśmy o tej co mięliśmy wrócić- odpowiedział
- Ohh.. mam  coś dla ciebie– dodał, na co wstałem z łóżka. Chwycił  jakąś białą koszulkę i rozłożył ją. Była z napisem I<3 carrot
-Pomyślałem, że będzie pasować ci do bokserek- powiedział śmiejąc się, na co znów dostał poduszką, a ja zostałem uderzony w twarz swoim prezentem.
- Dzięki, ale wiesz, że nie musiałeś- powiedziałem patrząc na niego. Wzruszył ramionami i skierował się do wyjścia, gdy już otwierał drzwi zapytał
- Idziesz czy nie?
- Umm.. takk..  zamyśliłem się.- odpowiedziałem i szybkim krokiem znalazłem się obok chłopaka, by pójść na obiad. Szedłem krok za nim i niechcący dotknąłem jego ręki swoją, lecz od razu ją zabrałem. Odwrócił się do mnie przyglądając ze zdziwieniem

- Umm.. przepraszam- wymamrotałem starając się uniknąć jego wzroku i mógłbym przysiądź że na moje policzki wpłynął czerwony  kolor. On zaśmiał się cicho, po czym odwrócił się idąc szybciej. Po chwili otrząsnąłem się i dogoniłem go, a potem weszliśmy razem do restauracji znajdującej się w hotelu, w której jemy posiłki. stan i George oczywiście usiedli obok mnie, więc przywitałem się z nimi jakby nigdy nic, by niczego nie podejrzewali. Na pierwsze danie dostaliśmy rosół, a na drugie ziemniaki, kotlet schabowy i surówkę z marchewek, gdy Harry  to zobaczył zaczął się śmiać. Pewnie przypomniał sobie te bokserki, a tak w ogóle to muszę mu coś, za tą bluzkę, którą od niego dostałem. Zgromiłem go wzrokiem, na co przestał sie śmiać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz